publikacja 15.11.2011 23:21
Trzeba ograniczyć służbom specjalnym dostęp do niektórych technik operacyjnych. Szkoda, że dopiero teraz.
Wiedzę o nas zbiera 9 służb specjalnych, które mają szczególne uprawnienia, naruszające sferę swobód obywatelskich.
Henryk Przondziono/GN
Mówiąc o ograniczeniu niektórych technik operacyjnych, minister Kwiatkowski miał na myśli dostęp do billingów rozmów telefonicznych, który, jego zdaniem, powinien dotyczyć tylko przestępstw zagrożonych karą co najmniej 3 lat więzienia, czyli ciężkich.
Mogą wszystko i jeszcze więcej
Teraz służby specjalne mogą w każdej chwili i bez jakichkolwiek uzasadnień wystąpić do operatorów o wydanie danych każdego obywatela czy firmy: określenia, czyj jest dany numer albo jaki numer telefonu ma Kowalski, z kim się łączył, gdzie w danej chwili był zlokalizowany telefon oraz o podanie numeru IP komputera. Służby chętnie z tego korzystają. W ubiegłym roku skierowały prawie 1,3 mln zapytań, z czego ponad połowa dotyczyła ustalenia nazwisk użytkowników telefonów lub ich numerów. Uzyskane w ten sposób informacje mogą być wielce przydatne.
– Służby mówią, że to są tylko dane o abonencie. Nic bardziej mylnego – mówi Janusz Kaczmarek, były prokurator krajowy. – Z billingów można wywnioskować, z kim abonent najczęściej się kontaktuje, o której godzinie, z posiadaczami jakich numerów telefonów się spotyka, z kim robi interesy, czy ma kochankę, a nawet jakie ma preferencje seksualne, gdy dzwoni pod numery zaczynające się na 700. To potężna informacja.
– Dane od operatorów telefonii są potrzebne do normalnego procesu rozpoznawczego – ripostuje Adam Rapacki, twórca Centralnego Biura Śledczego, a obecnie wiceminister spraw wewnętrznych, nadzorujący policję. – Gdyby nie szybka analiza billingów po kradzieży napisu w muzeum-obozie w Auschwitz, moglibyśmy szukać wiatru w polu. Dzięki nim udało się ustalić zleceniodawcę ze Szwecji.
Problemem jednak nie jest zbieranie danych telekomunikacyjnych, ale to, że nie są one obwarowane żadnymi ograniczeniami, któremu podlegają na przykład podsłuchy czy kontrola korespondencji. Nikt też nie kontroluje, jak służby korzystają z uzyskanych w ten sposób informacji.
Wiedzę o nas zbiera 9 służb specjalnych, które mają szczególne uprawnienia, naruszające sferę swobód obywatelskich. Wśród nich są m.in. Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Centralne Biuro Śledcze, Centralne Biuro Antykorupcyjne, Agencja Wywiadu, wywiad skarbowy. Funkcjonariusze tych służb mogą zakładać podsłuchy, filmować nas w sytuacjach prywatnych, przeglądać korespondencję, uzyskiwać dostęp do informacji o naszych kontach bankowych, operacjach giełdowych, finansach firm… Jednak mogą to robić tylko za zgodą sądu, w przypadku ściśle określonych, groźnych przestępstw i tylko w sytuacjach, gdy inne sposoby zdobycia informacji zawiodły.
Paweł Wojtunik, szef CBA, uważa, że dyskusja o tym, czy służby mają za dużo uprawnień, czy za mało, jest jałowa. We wszystkich państwach działają służby, które zbierają poufne informacje o obywatelach. Ważniejsze jest to, jak te informacje są wykorzystywane.
Tajniak na parkiecie
Międzynarodowy terroryzm, przekręty z wykorzystaniem nowych instrumentów finansowych, przestępstwa komputerowe to nowe obszary działań funkcjonariuszy służb. Teraz priorytetem jest bezpieczeństwo gospodarcze, energetyczne, finansowe, bo właśnie tu rozgrywa się międzynarodowa walka o wpływy. Służby mają ustalać, kto stoi za spekulacjami polską walutą, pilnować prywatyzacji i wszelkich zmian w sektorach strategicznych: gazowym, ropy naftowej i energetycznym, prześwietlać firmy startujące w wielkich przetargach i prywatyzacjach. Robią to z różnym powodzeniem, o czym świadczy chociażby nieudana sprzedaż aktywów stoczni w Gdyni i Szczecinie w 2009 r. oraz ostatnia wpadka z niewypłacalną, chińską firmą Covec, która miała nam zbudować autostradę A-2.
Wiceminister Adam Rapacki uważa, że służby byłyby bardziej skuteczne, gdyby mogły jeszcze więcej: miały wgląd w konta w instytucjach parabankowych, na przykład w SKOK-ach, w funduszach inwestycyjnych, ubezpieczeniach… – chociażby po to, żeby również tam móc skutecznie ściągać majątki pochodzące z przestępstwa. Eligiusz Kubicki z Komendy Głównej Policji dodaje do tego jeszcze giełdę. Teraz na przykład pranie brudnych pieniędzy na giełdzie można ścigać tylko wtedy, gdy dotyczy przestępczości zorganizowanej. Tymczasem najczęściej w ten proceder są zaangażowane pojedyncze osoby, trudno więc mówić o przestępstwie zorganizowanym.
Ale rozszerzenie uprawnień służb specjalnych nie jest posunięciem popularnym. –Istnienie służb specjalnych jest niezbędne do tego, żeby w kraju był porządek, czym biznesmeni są żywotnie zainteresowani – podkreśla Andrzej Arendarski, prezes Krajowej Izby Gospodarczej. – Z drugiej strony ich działanie jest sprawą delikatną. Należy więc zapewnić taką kontrolę nad nimi, by nie obniżało to skuteczności ich pracy, a jednocześnie uniemożliwiło im działanie dla celów politycznych, na rzecz konkretnych grup interesu.
Kto skontroluje?
Kto pilnuje, by służby nie nadużywały swoich szczególnych uprawnień? Formalnie kontrolę nad nimi sprawuje sejmowa Komisja ds. służb specjalnych. Usytuowane przy Radzie Ministrów Kolegium ds. służb specjalnych może tylko doradzać i opiniować. Jednak ze względu na specyfikę pracy służb i tajność ich działań nawet członkowie sejmowej komisji nie mogą być informowani o wszystkich ich krokach, co stawia pod znakiem zapytania skuteczność kontroli.
– Folklor Sejmu nie może przenosić się na kierownictwo służb i osób sprawujących nad nimi kontrolę. Dobrze napisane przepisy są źle interpretowane przez ludzi, którzy trafiają do służb – krytykuje Marek Dukaczewski, były szef Wojskowych Służb Informacyjnych.
Kontroli wymyka się też wywiad skarbowy, działający w ramach Ministerstwa Finansów, który może stosować środki przyznane specsłużbom, w tym podsłuchy, i ma dostęp do wyjątkowo cennych informacji o finansach przedsiębiorstw i osób prywatnych. Paradoks polega na tym, że jedyny kontrolujący go organ, czyli Komisja Finansów Publicznych, nie ma certyfikatów dostępu do tajemnicy państwowej. Wywiad więc nie może jej wtajemniczać w arkana swojego działania.
Reagując na pojawiającą się tu i ówdzie krytykę, w lipcu tego roku Kolegium ds. Służb Specjalnych przedstawiło założenia do zmiany prawa. Nad prawidłową pracą służb czuwałaby „niezależna” (ale powoływana przez Sejm), kadencyjna komisja, której przewodniczyłby sędzia. Komisja przyjmowałaby też skargi obywateli, chociaż trudno to sobie wyobrazić w praktyce, bo służby działają tajnie i nie muszą informować Kowalskiego, że waśnie skończyły go „prześwietlać”. Kolegium proponuje też skrócić do roku obowiązkowy czas przechowywania billingów u operatorów, ograniczenie w dostępie służb do tych danych tylko w przypadku podejrzenia dokonania ciężkich przestępstw oraz obowiązek niszczenia informacji zbędnych. A wszystkie te założenia mają się zmienić w projekty ustaw, oczywiście po wyborach.
– Społeczeństwo wysoko stawia poprzeczkę przed służbami, żądając skuteczniejszej walki z przestępczością – tłumaczy wiceminister Rapacki. – Służby będą reagować na coraz bardziej wyrafinowane metody przestępców, gdy będą mogły sięgać po nowe technologie, które się pojawiają i które dają więcej możliwości. Z drugiej strony toczy się dyskusja o zbyt szerokich uprawnieniach funkcjonariuszy, wynikająca z mylnego przekonania, podsycanego przez media, że służby bezpodstawnie inwigilują obywateli. W przypadku Polski nie ma ani większej, ani mniejszej ingerencji w swobody obywatelskie niż w innych krajach UE.